Jeszcze o wystawie „Żydzi – Polscy” w Krakowie



„...nie bez szczególnego wyroku Opatrzności
lud ten od wieków siedzi w Polsce i los jego
ściśle jest związany z losem narodu polskiego.”
(A. Mickiewicz)

Trudno uwierzyć, że po zakończeniu II wojny światowej, po 1945 r., przez blisko 20 lat nie było  w Polsce żadnych wystaw, żadnych ekspozycji sztuki żydowskiej. Sporadycznie można było spotkać po kilka srebrnych przedmiotów kultowych w mniejszych muzeach, jak np. w Rzeszowie, Chrzanowie, Bochni ustawione w gablotach, gdzie eksponowano rzemiosło artystyczne. W latach 50-tych powstały skromne ekspozycje o charakterze stałym w Żydowskim Instytucie Historycznym w Warszawie i Oddziale Judaistycznym Muzeum Historycznego w Krakowie w Starej Bóżnicy na Kazimierzu, ale bez naukowego udokumentowania. Należy tu przypomnieć, że taki długi okres ich braku w salach wystawowych wynikał z jednej strony z braku zainteresowania, a z drugiej zaś ze specyficznej polityki kulturalnej minionego okresu.

Pierwszą samodzielną ekspozycją dawnej sztuki żydowskiej, urządzono po zakończeniu II wojny światowej, była wystawa „Judaistyczne rzemiosło artystyczne od XVII-XX wieku” zorganizowana w Oddziale Judaistycznym Muzeum Historycznego m. Krakowa, mieszczącego się w Starej Bóżnicy na Kazimierzu. Otwarta została 26 czerwca w 1974 r., przygotowana została przez ówczesnego kierownika i kustosza muzeum – dr Izabella Rejduch-Samkowa. Eksponowano na niej 135 przedmiotów, wypożyczonych z różnych muzeów w Polsce. Ukazywały one wszystkie rodzaje przedmiotów i naczyń używanych w kulcie bóżniczym i domowym. Ponadto pokazano bogato haftowane parochety, serwety, atary zdobione szylkretowym haftem i jarmułki, oraz piękne, suto zdobione „bristachy” (przodziki do sukien kobiecych), czepce kobiece i naczółki. Pośród eksponatów znajdował się szereg przedmiotów o unikatowym znaczeniu; srebrne naczynie na etrog z XVII wieku (Naumburg), czy świecznik bóżniczy z XVII w. prawdopodobnie należący do wyposażenia tzw. bóżnicy Wysokiej. Został on zrabowany z innymi cennymi pamiątkami narodowymi przez Hansa Franka, które szczęśliwie ocalały w zbiorach wawelskich – wystawione eksponaty prezentowały różne środowiska artystyczne w Polsce, takie jak Kraków, Warszawa, czy ośrodki na Kresach Wschodnich, ukazywały one piękno wyrobów sztuki żydowskiej. Niestety, przygotowany przez autorkę katalog tej wystawy nie został wydrukowany. Jeszcze nie było „zielonego światła” w Polsce na te tematy, nie pozostał więc ślad po tej pierwszej w wolnej Polsce urządzonej wystawie.

Warto przypomnieć czytelnikom, że pierwsza wystawa „Żydowskiego rzemiosła artystycznego” została otwarta w Muzeum Przemysłu Artystycznego we Lwowie w 1935 r. z ogromnym nakładem pracy społecznej wielu osób, lwowskich kolekcjonerów i pracowników muzealnych. Prezentowano na niej 570 eksponatów, katalog wystawy został starannie i fachowo opracowany przez rzeczoznawców – historyków sztuki; dr Olgę Mehlerową i powszechnie znanego kolekcjonera Tadeusza Wierzejskiego. Widocznie organizatorom zabrakło funduszy, bo katalog został wydany bardzo skromnie, na zaledwie 16 stronach zawierał; wprowadzenie, nazwiska zasłużonych osób i wykaz zabytków starannie zbadanych, o czym świadczyły podpisy. Niestety nie zawiera ilustracji, co stanowi jego wielki mankament, bowiem nie można się nim posługiwać w badaniach naukowych – porównawczych.

40 rocznica powstania w getcie warszawskim, była niezwykle uroczyście obchodzona w całym kraju. Z tej okazji otwarto w Muzeum Narodowym w Warszawie (1983 r.) wystawę pt. „Kultura ocalona”, wydrukowany został katalog z ilustracjami. Choć pospiesznie zrobiony, pozostanie cennym dokumentem dla historii muzealnictwa w Polsce. Były jeszcze pokazy rzemiosła w bóżnicach w Tykocinie i Łańcucie, w muzeum w Kazimierzu Dolnym. W latach 80-tych klimat w polityce kulturalnej dla tematów żydowskich stał się niemal przyjazny. Zatrzymajmy się tylko na tematyce wystawienniczej; Muzeum Sztuki Współczesnej w Łodzi urządza wielką, retrospektywną wystawę Jankela Adlera (1986); wystawę dzieł artystów żydowskich 1918-1939, zorganizowało Muzeum Mazurskie w Olsztynie w 1987 r., na której prezentowało grupę młodych artystów żydowskich „Jung Idysz”. Sukcesem tych wystaw są wydane katalogi, więc ślad i pamięć o nich nie zginie.

Wystawa „Żydzi – polscy”, jest więc 5 z kolei ogólnopolską ekspozycją sztuki żydowskiej, z tym, że prezentuje ona tylko malarstwo i rzeźbę; inne dziedziny zostały zasygnalizowane tylko w formie fotografii lub bardzo skromnego zespołu zabytków złotnictwa. Jest to, co na wstępie należy wyjaśnić, ekspozycja bardzo duża – monumentalna, a katalog obejmuje 1455 pozycji. Najwcześniejsza z nich to macewa ze zbiorów Muzeum Architektury we Wrocławiu, rzekomo pochodząca z 1177 r., najpóźniejsze z eksponowanych prac powstały już po II wojnie światowej. Duża ilość pokazanych dzieł, wśród których dominują prace z malarstwa i grafiki – to ważna dziedzina, która w przyszłości ułatwi badania nad sztuką żydowską w Polsce. Dużym osiągnięciem wystawy jest także fakt, że pracownicy Muzeum zgromadzili na ekspozycji dzieła wypożyczone z ponad 30 muzeów, a także kolekcji prywatnych. Zasadą jaką się kierowano było ukazanie dzieł sztuki, które obrazują historię i kulturę Żydów polskich, a także ich samych (portrety). Oczywiście dzieła z 2. poł. XIX i XX wieku prezentują prace malarskie, grafikę i rzeźbę artystów żydowskich. Zauważyć tu można, że w poszukiwaniu żydowskich tematów sięgano bardzo daleko, prezentując obrazy, których związek z żydostwem w Polsce jest dosyć wątpliwy. Jako przykład można wskazać obraz Józefa Brandta „Spotkanie na moście” (nr kat. 93). Podobne uwagi można mieć do wielu wystawionych obrazów, jak również zastrzeżenie do dość zróżnicowanej ich treści – dlaczego je tu eksponowano? Co autor wystawy chciał nimi wykazać, czy udokumentować?

Program wystawy głęboko przemyślany i przedyskutowany, został zawarty w układzie ekspozycyjnym w działach, każdemu działowi nadano oddzielny temat. Należy je tu przytoczyć; I. W Polsce; II. Wobec Boga; III. Wśród Polaków i jako Polacy; IV.. Endlösung; V. Pokolenia. - Tak bogaty program miał ukazać wiele problemów, tematów, czy sytuacji jakie powstawały w historii dużych narodów o odmiennych kulturach, zasadach wiary, praktykach religijnych, tradycji, obyczajach, mentalności, filozofii, cechach rasowych itd., a żyjących na wspólnej ziemi z Polakami prawie 1000 lat.

A więc pokazano obrazy malowane przez „goja” o Żydach, tak jak Żydów widzieli i odbierali ci obcy. Pewien procent, szczególnie w drugim dziale – Wobec Boga – to prace anonimowe lub malowane przez artystów żydowskich, pełne ekstazy, uniesienia, zamyślenia pobożnych Żydów, dysputy. Na tych obrazach zatrzymał się czas pokoleń. Żyd zawsze do modlitwy ubierał tałes i nakładał jarmułkę na głowę, wyobcowany z otoczenia modlił się do Wiekuistego – wypełniał przepisy swojej wiary. Etos wiary, przekazywany z pokolenia na pokolenie, pozwolił Żydom przetrwać w diasporze, ukształtował ich psychikę; nawet ten najbiedniejszy wierzył, że należy do „narodu wybranego”. Żydzi bardzo starannie przygotowywali dom i siebie na obchodzenie Szabatu. Dzień ten, ustanowiony przez Pana, był czczony wg przykazań Biblii i przepisów Talmudu. Nie wykonywali czynności wymagających wysiłku, nawet najbiedniejszy Żyd w sobotę siadał przy stole, ubrany odświętnie w tałes i jarmułkę, oddawał się studiowaniu świętych ksiąg. Hawdala kończyła Szabat. Taki sposób obchodzenia świąt Tygodnia (a odpowiednikiem u chrześcijan jest niedziela), wiem że budzi duże uznanie, a także podziw u „gojów” i jeszcze dziś słyszy się niejednokrotnie, że Żydzi umieli szanować swoje święta, że powinno się z nich brać przykład. I właśnie ten dział na ekspozycji był najbardziej żydowski, wymagał jasnego, mądrego objaśnienia stosunku Żydów do zasad wiary, przepisów Talmudu, ważności Tory, kto ją pisał, okresy nauki – Heder, bethamidrasz, znaczenie dysput itd.; modlitwa w bóżnicy.

Komisarz wystawy dr Marek Rostworowski, autor całego scenariusza, zadecydował o doborze odpowiednich obrazów i plastycznej oprawie wystawy. Wchodzący do gmachu Muzeum już w westybulu napotyka – jako główny akcent symbolizujący „świat miniony” - duże usypisko kamieni, detali architektonicznych; fragmenty nadproży i węgarów portali renesansowych i barokowych, części rozbitych macew, fragment aron ha-kodesz, pięknej snycerskiej roboty, kiedyś bogato złocony. Przy gruzach „minionego świata” rozkłada swe ramiona wielka menora chanukowa – 8-ramienny świecznik z płonącymi świecami. Drugie wyobrażenie „minionego świata”, unosiło się, a raczej lekko falowało zawieszone na nylonowych nitkach. Były to dużych rozmiarów czarno-białe fotografie cmentarzy żydowskich i kilku zniszczonych bóżnic ze znanego albumu Moniki Krajewskiej „Czas kamieni”. Na ścianie zawieszone były różnego formatu obrazy, które autor wystawy zaliczył już do działu II „Wobec Boga”. A więc zwiedzający, nawet ateista, powinien odczuć tu wzniosły nastrój modlitwy – mały zwój Tory zawieszony na ścianie po prawej stronie nad obrazami, stanowił początek zwiedzania.

Uważamy, że ten dział wystawy był najważniejszy dla poznania Żydów, ich odrębności wynikającej nie tylko z różnicy rasowej, ale religii, przepisów, tradycji, kultury. Właśnie tu przewodnicy oprowadzający po wystawie powinni byli wyłożyć krótko, ale lakonicznie „Credo” etosu wiary żydowskiej, który odgrywał tak ważne znaczenie w kształtowaniu psychiki tego narodu przez całe wieki. Trwa on do dziś w licznych grupach tzw. Pobożnych w Izraelu i w USA.

Należało wytłumaczyć zwiedzającym skąd u Żydów był zwyczaj studiowania świętych ksiąg, nawet przez tych najbiedniejszych i niewykształconych, nawiązać do filozofii żydowskiej, do świadomości Żyda przynależnego do „narodu wybranego”, wytłumaczyć skąd w malarstwie żydowskim powstały pewne powtarzające się ujęcia tematyczno-kompozycyjne. Nie podoba nam się stosowane w katalogu pojęcie „stereotyp Żyda”. Trzeba poznać wiele czynników, a także i zmian historyczno-filozoficznych, aby móc zrozumieć podłoże na jakim kształtowała się kultura i sztuka żydowska, aby dalej zrozumieć zachodzące w niej zmiany i kierunki filozoficzno-historyczne, które wreszcie doprowadziły do Haskali i emancypacji u Żydów w XIX wieku. To zagadnienie powinni byli znać przewodnicy.

Z obrazów emanował podniosły nastrój skupienia, zadumy, czy ekstazy. Stary Żyd z długą, siwą brodą, ubrany w szaty modlitewne, w żarliwej modlitwie łączył się z Bogiem. Na innym obrazie w skupieniu studiują święte książki. Na innym Małamed tłumaczy uczniowi stare teksty. - Niezwykle piękny i pełen wzniosłego nastroju był obraz namalowany przez Tadeusza Popiela (1862-1913) przedstawiający Święto Tory. Na początku grupy mężczyzn niosących zwoje Tory kroczy rabin, który trzyma przystrojoną Torę z koroną, a przed nim (tyłem do patrzącego) mały chłopiec w tanecznym ruchu z uniesionymi rękami wita kroczących (obraz z Żyd. Inst. Hist. w Warszawie). Ileż tu można było nauczyć, wytłumaczyć, powiedzieć właśnie dzieciom czy młodzieży przy oprowadzaniu po wystawie!

Ale ten podniosły nastrój modlitwy, skupienia, myśli kierującej się ku Bogu, został zepsuty czarnymi „płachtami” fotografii, unoszących się „w sferze niebiańskiej”. Dlaczego dano tak niefortunny akcent? Należało na wideo przenieść więcej ilustracji z albumu M. Krajewskiej i książki M. K. Piechotków, osłabić tonację czerni i lekko zamglone obrazy wyświetlać na ścianie nad wejściem do dalszych sal. Ponadto właśnie w tej części ekspozycji można było dać delikatne tło muzyczne, jakże pięknych pieśni synagogalnych. W nowoczesnym muzealnictwie wykorzystuje się wszystkie możliwe zdobycze postępu techniczno-wizualnego, aby zwiedzającym ułatwić nie tylko zrozumienie, ale i przeżycie oglądanych obrazów czy przedmiotów!

Z westybulu po kilku szeroko założonych schodach, przez szeroko otwarte drzwi wchodziło się do dużej sali, w której jak wskazywała strzałka, od lewej strony zaczynał się kierunek zwiedzania. Ale wchodzących już w drzwiach „witał” tłum portretów mężczyzn, kobiet, różnej profesji i dzieci w różnym wieku. Obrazy zawieszone zostały w kilku poziomach, ciasno, na tylnej ścianie długiej sali. Odbierało się to niemal jako mozaikę twarzy ludzkich, głosów i popiersi. Na patrzącym – zwiedzającym, robiło to duże, ale przygniatające wrażenie. Czuło się wręcz niemoc, bezsilność do przezwyciężenia ogarnięcia całości.

Ogromna ilość gęsto zawieszonych obrazów na ścianach i to w kilku poziomach, zaś grafiki i ryciny umieszczone zostały w płaskich, stojących gablotach. Wszystko to przytłaczało i stwarzało niemoc percepcji. Już po obejrzeniu jednej sali było widać znużenie na twarzach zwiedzających. Za dużo dobrego też męczy! Pomijamy analizowanie eksponowania różnych obrazów, które budzą wątpliwości swoją obecnością. Natomiast uważamy, że nie należało pokazywać obrazu „Wyimaginowana scena mordu rytualnego”, pierwsza poł. XVIII wieku, (nr kat. 1389), drażnił on Żydów, a u innych przeciętnych odbiorców budził niepotrzebne skojarzenia, które jeszcze pokutują w prymitywnych warstwach naszego społeczeństwa, a najważniejszym argumentem jest to, że tego rodzaju ekscesy nigdy nie zostały historycznie i naukowo udokumentowane. Więc po co to pokazywać? A przecież Papież Jan Paweł II właśnie dąży do pojednania w duchu ekumenicznym, mówi „... nasi starsi bracia umiłowani”.

Najbardziej – bo i sam temat sugerował – rozbudowany był dział III Wśród Polaków i jako Polacy, myślą przewodnią komisarza wystawy było ukazanie Żydów jak stopniowo w rozwoju zmian historycznych w Polsce zmieniła się ich postawa, miejsce, a i sama filozofia żydowska. I jak ulegał zmianie stosunek do Żyda, króla, magnata, pana, mieszkańca, rzemieślnika i chłopa – Żyd pojawia się jako kupiec, muzykant, bankier, w malarstwie z XVI-XVII wieku (obraz „Lament różnego stanu ludzi nad umarłym kredytem” nr kat. 1417; „Taniec śmierci” 2. poł. XVII w. nr kat. 1357).

W XVIII wieku, wielkie ruchy społeczno-religijno-filozoficzne jakim był frankizm i chasydyzm, wywarły znaczny wpływ na samą postawę świadomości Żydów. Część światlejsza pozostaje na usługach magnaterii, zdobywa miejsce na „pańskich dworach” i zyskuje zaufanie pana. Aleksander Hertz niezwykle ciekawie i obiektywnie pisze o tych przeobrażeniach w świadomości Żydów polskich. Znamy z tego wieku artystów żydowskich, którzy podpisują, sygnują nazwiskiem i imieniem wykonaną przez siebie polichromię w bóżnicach drewnianych czy murowanych, np. piękną patronową polichromię w bóżnicy w Chodorowie wykonał, jak wskazywał napis, Israel ben Mordechaj Liśnicki w 1772 r. Rekonstrukcja tej polichromii znajduje się w Beth Hatefutsoth w Tel Aviv (rekonstrukcja Lynn Kramera). Jest to oczywistym wyrazem nowego myślenia, świadomości, poczucia własnej wartości, a także chęci przekazania dla potomnych nazwiska, tak jak to czynili współcześni artyści chrześcijańscy. Hersz Lejbowicz wykonał serię portretów rodziny Radziwiłłów. Nie należy uważać go – jak podaje katalog wystawy – za pierwszego żydowskiego artystę podpisującego swoje dzieła. Najwcześniejsze, znane dotychczas w historii Żydów polskich, sygnatury artystów żydowskich, znajdowały się w aron ha-kodesz w Wysokiej bóżnicy na Kazimierzu w Krakowie.

Żyd jako arendarz, dzierżawca, bankier czy kupiec karczmarz czy muzykant wiejski, miał stałe kontakty z „gojami”. Często Żyd wiejski, wśród ciemnego chłopstwa uchodził za mędrca lub błazna, ale zwracano się do niego czasami i o poradę czy lekarstwo. Odmienność życia, obyczajów, religii, a także i odrębność rasowa, o niezmiernie charakterystycznych rysach twarzy sprawiała, że malarze polscy zaczęli interesować się Żydami. Już pod koniec XVIII wieku pojawiają się postacie Żydów w sztafażu miejskim u Marcello Bacciarelli, Bernardo Belotto (Canaletto). Najstarsze portrety pięknych Żydówek na wystawie, to olejne portrety Chajki i Elli ze Żwańca, bogato ubrane dziewczyny, a Elli zapewne mocno kochała się w złocie, bo przystroiła się złotymi monetami. Sceny wsi polskiej i z ulic warszawskich przekazał nam niezwykle aktywny rysownik Jan Piotr Norblin (1745-1830). Jemu zawdzięczamy szereg scen rodzajowych z życia Żydów polskich. Ale należy pamiętać, że równocześnie są one dokumentem bycia Żydów na tych ziemiach.

Haskala, czyli „oświecenie żydowskie”, powoli torowała sobie drogę wśród żydostwa polskiego.  Rzecz oczywista, że jako prąd nowy, wprowadzający nowe zmiany w utartym tradycją wieków systemie synagogalnym, mógł znaleźć popleczników tylko wśród ludzi postępowych, wykształconych, mądrych, inteligentnych, dążących do asymilacji. Haskala ogarnęła przede wszystkim duże ośrodki miejskie, kręgi handlowców, przemysłowców, bankierów, uczonych. W małych miasteczkach, wsiach, pozostawała biedota wierna chasydyzmowi. Trzeba pamiętać, szczególnie przy badaniach historycznych, folklorystycznych, zabytków sztuki i kultury żydowskiej, że społeczeństwo żydowskie w Polsce było niezwykle zróżnicowane. I należy to umieć rozróżnić w poszczególnych okresach historycznych, czy epokach stylowych.

Haskala miała doniosły wpływ – co zbyt mało doceniają żydowscy historycy sztuki – na rozwój nowej, bo zakazanej dziedziny artystycznej, jak malarstwo i rzeźba. Wiadomo, że wprowadzenie nowego systemu synagogalnego (nabożeństwa, śpiew i język niemiecki, nowe miejsce bimy, galerie dla kobiet), wpłynęło na nowe ukształtowanie wnętrz synagog postępowych. I to należy pamiętać i przekazać w czasie trwania wystawy, że największym zdobyciem Haskali był rozwój malarstwa portretowego w Polsce od połowy XIX wieku oraz rzeźby, ale już w ostatniej ćwierci wieku XIX. I dzięki temu można było na wystawie zobaczyć bardzo duży i piękny zestaw żydowskiego malarstwa portretowego. Równocześnie rozwijało się duże zainteresowanie malarzy polskich życiem małych miasteczek, pokazano więc na wystawie malownicze uliczki miejski, targi, jarmarki, zabawy w karczmie, wiejskie wesela. Wszędzie byli Żydzi – ta średnia i najniższa warstwa – kupcy, sprzedawcy, wędrujący handlarze, targujący końmi, handlarze drobiem, starzyzną. Żyd – woźnica – handlarz mlekiem, muzykanci przygrywający w karczmie, czy kapela żydowska grająca na chłopskich weselach. To cały świat miniony – który bezpowrotnie zaginął w pamięci starszego pokolenia Polaków. Obrazy o tej tematyce malowali artyści polscy zafascynowani urokiem folkloru polskiego i żydowskiego, wspomniany już Piotr Norblin, M. Stachowicz, A. Orłowski, K. Kielisiński, W. Podkowiński, J. Pankiewicz, Fr. Pautsch, E. Orlik i inni.

Postać Żyda, filozofa, muzyka, kpiarza, czy przepojonego duchem mądrości, znamy z literatury polskiej czy żydowskiej. Wśród obrazów, a szczególnie portretów ludzi prostych, przykuwał wyraz ich twarzy i oczu. J. Pankiewicz „Żyd z koszem” (nr kat. 322), czy W. Koniuszki „Żyd naprawiający dywan” (nr kat. 486), ten rzemieślnik na twarz myśliciela, filozofa, żyjącego własnym, wewnętrznym życiem. Natomiast kuśnierzowi, mal. A. Grabarz „Żyd kuśnierz” (nr kat. 351) przerwano pracę, ale ona dalej pozostał w swoim wewnętrznym świecie. To świetne portrety o głębokim, psychologicznym wyrazie, wykonane przez zdolnych artystów; oni tez już należą do minionego świata.

Słusznie pokazany i uświadomiony został społeczeństwu nurt patriotyczny Żydów w historii Polski, a na pewno wielu Polakom nie znany. Najlepiej udokumentowany w obrazie „Pogrzeb pięciu ofiar w Warszawie w roku 1861” mal. Aleksander Lesser (nr kat. 636); „Śmierć pułkownika Berka Joselewicza w Hocku w 1867” mal. Aleksander Orłowski (nr kat. 893). Bardzo wymowny, choć przez wieki niezrozumiały, jest obraz Wojciecha Kornela Stattlera „Machabeusze”, 1830-1842 (nr kat. 1157). Obraz dużych rozmiarów (267 cm x 271 cm), przedstawiający postacie mężczyzn i kobiet między ruinami świątyni. Artysta świadomie użył starotestamentowego tematu Powstania Machabeuszy w 167 r. p.n.e., którzy następnie w r. 164 zdobyli i oczyścili Świątynię Jerozolimską, jako metaforę do podjęcia przez Polaków walki o odzyskanie niepodległości ojczyzny.

Kolejnym tematem na ekspozycji to Żyd arendarz zbierający datki dla pana. Żalem przejmuje obraz „Ostatnia chudoba” mal. Aleksander Kotsis 1870 r. (nr kat. 514), gdzie Żyd wyprowadza z nędznej chłopskiej chaty ostatnią żywicielkę – kozę. Twarz arendarza nie wykazuje złości. Żyd musi to zrobić na rozkaz pana, bo zostałby ukarany on i jego rodzina. A na pewno sam też miał dzieci.

Iny świat warstwy społeczeństwa żydowskiego prezentowała galeria wybitnych postaci uczonych, bankierów, fabrykantów, fizyków, adwokatów, działaczy społecznych, ludzi z teatru itd. portrety prawie naturalnej wielkości zawieszone zostały w dwóch długich rzędach. Pozujący panowie ubrani wg wymogów mody współczesnej z końca wieku XIX i pocz. XX wieku, patrzą pewnie, z całą świadomością swojej pozycji. Nie ma na ich twarzach zadumy czy zamyślenia, w oczach lęku, przeciwnie – jest zdecydowanie, siła woli, świadomość pozycji. To świat żydostwa zasymilowanego, świadomego swojej pozycji, równouprawnienia, społeczeństwa nowoczesnego. Współczesny portret prezentowany został na ścianie następnej w kilku rzędach. Nie sposób śledzić poszczególne postacie wg zbiorowych podpisów. Wzrok szuka ciekawych twarzy, kompozycji ujęcia, pięknych i wytwornie ubranych kobiet. Szuka znanych z literatury twarzy, np. Juliana Tuwima, cenionego za zbiór wierszy „Kwiaty polskie”, a osobiście za wiersz o starej szufladzie, w którym odkryłam za własne dzieciństwo.

Pisaliśmy wcześniej, że stojąc w głównym wejściu do sali wystawowej, uwagę zwiedzających koncentruje ściana przeciwległa, a na niej „tłum” ludzi – portrety kobit, mężczyzn i dzieci w różnym wieku – którymi niemal wytapetowano tą ścianę. I znowu z tłumu portretów widz pragnie wyłowić te ciekawsze twarze, czy bardziej charakterystyczne, większe i mniejsze. Ale gęsto zawieszone czynią chaos, męczą dużą różnicą rozmiarów obrazów. Tuż prawie nad podłogą, z lewej strony, umieszczono dwa rysunkowe schematy rozmieszczenia portretów z numerkami, więc trzeba się schylić, odszukać miejsce z numerkiem, a potem na ścianie obliczyć i odszukać, który to jest obraz. I taka „gimnastyka” w głowie powoduje powstanie brzydkich myśli pod adresem organizatorów wystawy. A trzeba dodać, że na salach wystawowych było przeważnie tłoczno i bardzo duszno.

Dla osób zorientowanych w kulturze żydowskiej zjawisko tak licznych portretów powstałych w 2. poł. XIX wieku i w latach późniejszych, jest zrozumiałe. - Ale? I tu tak jak w poprzednich salach nasuwa się pytanie, dlaczego przewodnicy byli tak słabo przygotowani do oprowadzania po tak trudnej problemowo i tematycznie wystawie? Właśnie w części portretowej należało zwiedzającym wytłumaczyć jaki ogromny przełom nastąpił w sztuce żydowskiej w 2. poł. XIX wieku w Polsce, jakie doniosłe znaczenie dla Żydów miała Haskala. Zakładając, że na wstępie oprowadzania krótko i zwięźle wytłumaczono zasady wiary, kultu Boga i główne przepisy Talmudu odnośnie tworzenia sztuk plastycznych.

Pozostał jeszcze do omówienia dział IV  Endlösung (ostateczne rozwiązanie) – wiersz Icchaka Katzenelsona - „Pieśń o zamordowanym żydowskim narodzie”. Ten wspaniały utwór zawiera wszystko, całą grozę, bezmiar cierpień, strasznego okrucieństwa oprawców, bezmiar bólu tych, którzy pozostali, a nie mogą nawet znaleźć śladu po bliskich i kochanych. Wiersz był wprowadzeniem do tego działu. Nie sposób go ominąć jak inne napisy czy cytaty na wystawie.

„(...) Jakże mam śpiewać? Świat cały obrócił mi się w pustynię!

Jak grać mam, kiedy daremnie ręka podźwignąć się sili?

Gdzieżeście moi umarli w śmieciach was szukam i glinie i w każdej garstce popiołu

Gdzieżeście mi się zgubili? (…)

Ukaż się mój narodzie, zjaw się, wyciągnij ramiona z głębokich dołów, tych któreś po brzegi wypełnił sobą, warstwą po warstwie pokrytej wapnem i żarem spaloną – Powstań!

I wychodź z najgłębszych pokładów swojego grobu!”

Ten dział, to nowa tragiczna historia milionów Żydów skazanych na śmierć, tylko dlatego, że byli Żydami. Przedstawione prace nie pretendują do dzieł sztuki, to są szkicowe notatki, rysunki, pamiątki, być może zrobione z myślą o tych, co je kiedyś znajdą. Zdumiewa w nich siła ludzkiej, a raczej nadludzkiej woli, by w tragicznej sytuacji, w obliczu strasznej zagłady, jeszcze zdobyć się na rysowanie w getcie, więzieniu czy kazamatach bunkrowych.

Są to więc tragiczne dokumenty realnej rzeczywistości ostatnich dni życia tych niewinnych ludzi. Wstrząsające są rysunki i notatki dziecka, gimnazjalisty, czy szkice i akwarele dorosłych artystów; Romana Kramsztyka, Marka Włodarskiego, Krzysztofa Henisza, czy kompozycje niedawno zmarłego Jonasza Sterna. Wstrząsające są rysunki, czasem podmalowane, wykonane prze Józefa Charytona. Przez wiele lat kumulował on słowne relacje naocznych świadków tych nieludzkich scen, sam też wiele widział, gromadził i musiał żyć, tworzyć, czy odtwarzać w sercu i umyśle koszmar tragicznych czasów. A przecież trwało to wiele, wiele lat aż prawie pod koniec życia wybuchła wielka lawina ciężaru przeżyć. A może chciał w ten sposób oddać hołd mordowanemu bestialsko narodowi? Z wielką siła ekspresji, uproszczoną linią, kreską, czy kolorem oddaje obrazy grozy, oprawców, poniżenia człowieka do najniższych granic, sadyzm, bezgraniczny strach i rozpacz. Przekazał światu okrutną prawdę, z sercem prostego człowieka i ręką wytrawnego rysownika czy malarza, ale pełną sugestywnego wyrazu. Pokazano 52 prace Charytona; uważamy, że cały jego zbiór zasługuje na osobne, albumowe wydanie. Bo tego świat nie powinien zapomnieć! Tego nie wolno zapomnieć! Ten dział wystawy powinien być traktowany jako materiał do osobnej lekcji dla młodzieży o faszyzmie, gdzie omawianoby metody, założenia i potworną nikczemność wobec drugiego człowieka. A kto o tym teraz pamięta, że żołnierze niemieccy na dużych klamrach przy pasach mieli napis „GOT MIT UNS”.

Skromnie prezentowany pod względem ilości był dział rzeźby. Przeważały popiersia i same głowy, dobry poziom, jasność i czytelność formy, pozwoliła zorientować się w tej dziedzinie sztuki uprawianej przez Żydów, ale także i dla nich. Fotografii rzeźb w katalogu wystawy nie umieszczono. - Dlaczego?

I wreszcie należy wspomnieć o ostatniej sali „Pod Kozami”, która znajduje się nieco na uboczu i nie zawsze była oglądana przez zwiedzających. Obok malarstwa o różnej tematyce – rodzajowe, krajobrazowe i portretowe, wyeksponowano także grafiki i rysunki w długich, płaskich, oszklonych gablotach. Jak wiemy, tak prezentowane są trudne do oglądania, ale musiano zastosować taką metodę z braku innych możliwości. Zasadniczo zwrócono uwagę na oświetlone gabloty ścienne, umieszczone zaraz przy wejściu. Eksponowane srebrne naczynia bóżnicze i domowe zbyt mocno były wybłyszczone, pokazano także hafty związane z obrzędami żydowskimi. Chyba ograniczona pojemność gablot przyczyniła się do tego, że naczynia kultowe nie ustawiono wg kolejności świąt. Podpisy były zrobione starannie i czytelnie. Zawieszone przed pierwszą i przy ostatniej gablocie dwa obrazy; „Wesele żydowskie”, mal. Wacław Smokowski po 1818 r. (nr kat. 1113) i „Pogrzeb żydowski”, mal. Wilhelm Grünberg ok. 1935 r. (nr kat. 362) stanowiły celowo umieszczone odniesienie do przepisów Talmudu (regulujących życie od urodzin aż po śmierć). Eksponowane przedmioty – srebrne naczynia – przy właściwej interpretacji (by nie użyć określenia mądrej) przewodnika muzealnego, stanowiły doskonały materiał do wytłumaczenia świąt i związanych z nimi obrzędów. Należało wytłumaczyć kształty naczyń, ich genezę, symbolikę, piękno formy, ornamentów. Dwukrotnie przysłuchiwałam się jak przewodnik objaśniał te przedmioty, aż przykro było słuchać jak zostały pomylone nazwy świąt, jak używano te piękne naczynia itd. Tłumaczono np., że w balsaminkach palono wonne zioła, ale przecież to nie prawda. Nie potrafiono wyjaśnić genezy święta chanuki, zupełnie bałamutnie tłumaczono naczynie na etrog. Dowiedziałam się dalej ze zdumieniem, że... Żyda gdy umarł zawijano w szmaty i wpuszczano do grobu. Nic nie mówiono o prawie deski dla pierworodnego. Zapytana dyskretnie pani przewodnik z jakich materiałów przygotowywała się do oprowadzania, odpowiedziała „coś czytałam i Żydzi którzy zwiedzali wystawę dopowiadali mi”. A więc czyja to wina? A gdzie odpowiedzialność, uczciwość wykonanej pracy. Ten pozornie skromny dział, jakże ważny dla poznania kultury, obrzędów religijnych, tradycji w obchodzeniu świąt tak niezmiernie ciekawy dla ludzi innych religii, był pokazany na zasadzie „dostawki” i nie znalazł uznania u komisarza wystawy i nie został umieszczony w katalogu.

X

Wprawdzie na wystawie pokazano mnóstwo obrazów, ale historyk sztuki czuje niedosyt; brak oczywistych przykładów z dawnej sztuki polskiej, gdzie występują postacie Żydów. Jako najstarsze należy podać cenny kielich z Płocka, datowany na 2. ćwierć XIII wieku, na którym pokazana jest grupa Żydów. W rzeźbie architektonicznej występuje postać Żyda na wsporniku z 2. poł. XIV wieku, w katedrze gnieźnieńskiej – można było przecież zrobić odlew gipsowy. Przedstawienie kapłanów żydowskich znajdujemy w obrazie na temat „Judicium Sangvinarium” w kościele Bożego Ciała na Kazimierzu w Krakowie, w kościele Mariackim i klasztorze Wizytek. Bardzo ciekawy materiał dotyczący tematyki starotestamentowej, jak i późniejszej dostarcza malarstwo miniaturowe w dawnych rękopisach, począwszy od XV wieku. Dzieło sztuki zawsze świadczy o jego twórcy. Specjaliści od sztuki żydowskiej wiedzą, że obok malarstwa książkowego szczególnie dobitnie wypowiada się ona w wyrobach złotniczych, haftach i innych wyrobach rzemiosła artystycznego. Jako jedyne rozwiązanie widzieć tu należy tylko osobną ekspozycję, która ukaże prawdziwe piękno dawnych prac Żydów i dla Żydów wykonywanych.

I jeszcze kilka uwag końcowych; wystawa jest z pewnością piękna, cenna i bardzo interesująca, ale w katalogu nie powinno się podawać dzieł bez przybliżonego okresu czasu powstania, a takich pozycji jest sporo, choćby nr 1378, 79, 1382, 83, 84, 85 i wiele innych. Jest to po prostu błąd metodyczny i to nie tylko z naukowego punktu widzenia. Obowiązkiem autora wystawy i katalogu jest zaproponowanie choćby w przybliżeniu daty powstania dzieła. Należy to do „fachu” umiejętności historyka sztuki. Jeszcze jedno spostrzeżenie. Katalog zawiera tylko dwustronicowe streszczenie w języku angielskim. Jest to absolutnie za mało. W języku angielskim powinny być podane podpisy pod numeracjami, a także nazwy działów. Warto tu zapytać, dlaczego nie spróbowano umieścić w tym katalogu, który miał duży nakład – 10 tys. egzemplarzy, streszczenia w języku jidysz lub hebrajskim. Nie można tu ignorować oczywistego faktu, że wielu młodych Żydów nie mówi już po polsku, a chce znać jak to się mówi własne „korzenie”, skoro ich rodzice lub dziadkowie pochodzą z Polski.

Katalog każdej wystawy ma duże znaczenie, zostaje trwałym dokumentem jej istnienia, badaczowi służy jako ważny materiał do prac naukowych. Dla zwiedzających aktualnie czasową wystawę ma stanowić istotną pomoc dla jej zrozumienia i pogłębienia percepcji. Część historyczną katalogu wystawy „Żydzi – polscy” opracowali historycy, profesorowie Maurycy Horn i Jerzy Tomaszewski, wstęp i opis, a raczej wytłumaczenie treści poszczególnych działów autor scenariusza dr hist. szt. Marek Rostworowski. I właśnie ta część katalogu, mająca ułatwić zrozumienie eksponowanych tematów, jest trudna, napisana wyrafinowanym językiem.

dr Izabella Rejduch-Samkowa

prof. dr hab. Jan Sławomir Samek

 

(Artykuł opublikowano w 3 odcinkach w: Fołks-Sztyme, 1990 r.)